Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Andrzeja Szwalikowskiego

2015-12-10 09:35

Pan Andrzej ma 34 lata. Mieszka we Włodawie. Jest żonaty od 11 lat i wychowuje razem z żoną dwójkę dzieci – syna (11lat) i córeczkę (5lat). Zwrócił się do Caritas Diecezji Siedleckiej, ponieważ los bardzo boleśnie go doświadczył i sam nie jest w stanie zaradzić nawarstwiającym się problemom.

 

Tak żyli dotychczas

 

Pan Andrzej pochodzi z wielodzietnej rodziny. Tak jak jego bracia i tata został kierowcą zawodowym. Wymarzył sobie to zajęcie już jako mały chłopiec. Jeździł od 10 lat wielką 40-tonową ciężarówką, zaczynając od 4 lat w międzynarodowej firmie transportowej. Początkowo pokonywał kilometry na terenie całej Europy (m.in. Irlandia, Anglia, kraje Beneluksu), później po terytorium Polski, bo chciał być bliżej rodziny, by dzieciom nie brakowało ojca. Z zawodu jest technikiem budowlanym. Jego żona pracowała dotychczas w ciucholandzie, gdzie pensja była niewielka, ale wkład w domowy budżet był istotny. Trzy lata temu wziął kredyt hipoteczny na 2-pokojowe mieszkanie w bloku i od tamtej pory spłaca kolejne raty (600 zł miesięcznie). Za opłaty czynszowe, wodę, energię elektryczną i gaz płaci dodatkowo co miesiąc ok. 580 zł. Nie spodziewał się, że los tak okrutnie się z nim obejdzie.

 

Żona p. Andrzeja

 

Pani Agnieszka w listopadzie 2015 r. została zwolniona. Pracowała od 3 lat, ale ze względu na redukcję etatów, musiała odejść. Wykonywała swoje obowiązki od rana do wieczora. Było jej bardzo ciężko. Od permanentnego stania dostała ostrogi w pięcie, która jej bardzo dokucza i boli. Pracowała do końca, aby rodzina miała za co żyć. Teraz jest bezrobotna, i mimo poszukiwań pracy we Włodawie, niczego nie znalazła. – Włodawa to małe miasteczko. O pracę jest ciężko – mówi pani Agnieszka. Ta sytuacja do końca pogrążyła radosną dotąd rodzinę.

 

Wypadek

 

31 października 2014r. pan Andrzej wyszedł z pracy do domu. Chciał dotrzeć do dzieci, żeby się nimi zaopiekować, bo żona kolejnego dnia od ranka pracowała. Niestety tego wieczora uciekły mu złośliwie już wszystkie busy. Kiedy przechodził z przystanka na przystanek, potrącił go kierowca. Chłopak kierujący pojazdem jechał z nadmierną szybkością i wyskoczył zza zakrętu tak, że pan Andrzej nawet go nie zauważył. Uderzenie było silne. Po przewiezieniu do szpitala okazało się, że z nogą jest bardzo źle – złamanie było otwarte, kości połamane, tętnice urwane. Na początku była walka o życie, pacjent niemal wykrwawił się na śmierć. Lekarze chcieli amputować kończynę od razu. Przeprawa była ciężka i w końcu odjęto nogę na wysokości ½ uda, 11 cm przed kolanem, bo mogło się to skończyć jeszcze gorzej, nawet zgonem. Podejrzewano wdanie się sepsy. Pan Andrzej przeżył traumę.

 

Trudna codzienność

 

Tamtej jesieni życie pana Andrzeja i jego rodziny wywróciło się do góry nogami. Żona i dzieci bardzo przeżyły wypadek głowy rodziny. Teraz wyróżnia się on wśród społeczeństwa. – Ludzie różnie odbierają moją niepełnosprawność. Jedni boją się tego, drudzy przechodzą i się patrzą, a reszta okazuje mi współczucie. Ogólnie, to co się ze mną stało, bardzo mnie przyhamowało. Wykonywanie dotychczas prostych czynności sprawia mi teraz trudność. Mogę jednak liczyć na pomoc mojej wspaniałej żony  – mówi pan Szwalikowski. Ma wolę walki, bo musi ją mieć. Ma dla kogo żyć i nie chce się poddać. Brak nogi czasem go bardzo przytłacza, tak bardzo, że chce siąść i płakać. Wie jednak, że to nic nie da. Ma świadomość, że musi się nauczyć żyć z kalectwem, choć to wcale nie jest proste. Nogę trzeba rehabilitować praktycznie non stop, ponieważ jeśli się to zaniedba, to mięśnie w kikucie zanikną i mężczyzna będzie przykuty do wózka inwalidzkiego. Konsekwencją amputacji jest przeciążenie z lewej nogi, lewego biodra i kręgosłupa. Włodawianin ma określoną liczbę godzin rehabilitacji podczas sesji z NFZ w ciągu 18 dni. Można z niej skorzystać w takim wymiarze czasu 3-4 razy w roku. Był również na rehabilitacji 21-dniowej w szpitalu rehabilitacyjnym. Na kolejną musi czekać 1,5 roku. Ćwiczy w domu według tego, co widział w szpitalu. Chce też pojechać na turnus rehabilitacyjny. Mężczyzna otrzymał protezę ortopedyczną z NFZ i dzięki dofinansowaniu z włodawskiego PCPR (zakupiono ją dzięki 5tys. zł od NFZ, 8 tys. zł od PCPR, a resztę uzbierał wśród rodziny i znajomych). Wartość protezy to nieco ponad 20 tys. zł). Dzięki niej może chodzić, choć to bardzo uciążliwe. Nie spełnia ona swojej roli do końca – nie można nią prowadzić samochodu. Od dłuższego używania tego przedmiotu obciera się noga, w lecie robią się odparzenia. Dlatego w domowym zaciszu jeździ na wózku. Jego rodzina utrzymuje się z zasiłku rehabilitacyjnego (153zł), zasiłku stałego (170zł), dodatku mieszkaniowego (200zł) i zasiłku rodzinnego (200zł).

 

Nieuczciwy pracodawca

 

Problem jest skomplikowany, ale z pewnością to pan Andrzej jest poszkodowany. Pracodawca, u którego pracował, nie opłacał jego składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ZUS podważył umowę. Poprzednio mężczyzna zmieniał pracę i był zatrudniony krótko – 2 tygodnie. Urząd twierdzi, że umowa została zawarta dla pozoru. Pan Andrzej zwracał się wiele razy do Lublina do ZUS-u, składał podania z prośbami, wyciągał dokumenty z archiwum ze spedycji, gdzie jeździł. Posiada tzw. tarczki i faktury świadczące o przewozach ładunków. – Nie mogłem nic więcej zrobić.  Żaden pracownik nie idzie z pracodawcą do ZUS, czy on naprawdę go zarejestrował, czy płaci składki. Moim zdaniem, jeśli podpisuje się umowę o pracę, to jest to wystarczający papier, stwierdzający, że jest się zatrudnionym. Zawsze do tej pory tak było i nie powodowało to żadnych kłopotów – mówi pan Andrzej. Tymczasem do dziś nie dostał pieniędzy za zwolnienie. Nie ma ani grosza z ZUS – przyznany zasiłek nie jest wypłacany ze względu na zawiłości prawne dotyczące składek. Sam opłaca prawników, aby wyjaśnić sytuację. To potrwa jeszcze przynajmniej rok, jeśli nie dłużej. Była już jedna sprawa, kolejna odbędzie się w styczniu 2016 r., a później jeszcze dwie. Nie może podjąć pracy, gdyż sprawa jest niezałatwiona. – Ja już na pierwszej sprawie zapytałem, czy zrobiłem coś nie tak, że tak cierpię. Mam twarde dowody, że to pracodawca jest winien, a nie ja. Najlepiej zdeptać tego, który jest najniżej i zwalić winę na pracownika – mówi młody włodawianin. Dodatkowo lekarka w orzecznictwie zwróciła się do niego z pytaniem, czemu przyszedł – jest przecież taki młody i powinien iść do pracy. Mężczyzna dostał wpis, że rokuje powrót do pracy. Nie wie jednak do jakiej pracy zatrudni się w takim stanie.

 

Marzenia mężczyzny

 

Na pierwszym miejscu jest to uzbieranie środków na w pełni profesjonalną protezę III stopnia. Jej koszt, wyliczony przez firmę zaopatrzenia ortopedycznego, rozpoczyna się od 50 tys. złotych. Są oczywiście droższe, których koszt dochodzi do nawet 200 tys. złotych. Jest to zawrotna i nieosiągalna kwota, na którą byłego kierowcy nie stać. Dobrze dobrana proteza pomogłaby mu w życiu, bo mógłby się poruszać na własnych siłach. Taka proteza posiada hydrauliczne kolano i stopę. W Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie we Włodawie w ramach programu „Aktywny Samorząd” można się ubiegać o kwotę maksymalnie 20 tys. zł. Do zapłaty zostanie jeszcze 30 tys. zł, których pan Szwalikowski nie posiada. Chce on w przyszłości podjąć pracę przystosowaną do swoich warunków fizycznych. – Na pewno nie będę siedział w domu i patrzył przez okno. Życie jest drogie, są dzieci. Mam dla kogo żyć i chcę pracować – mówi. Nie jest jednak pewny, czy wróci do prowadzenia dużych ciężarówek. Chciałby wrócić do transportu, ale pewnie jeździłby busami czy tzw. dostawczakami. Zależy mu też, aby przebywać wśród ludzi i być aktywnym, żeby niepełnosprawność nie zamknęła go w czterech ścianach. Czułby się lepiej psychicznie, bo wiedziałby że jest jeszcze potrzebny dla innych. Szansa na normalność jest. – Zagranicą jeżdżą z amputowaną nogą nawet na największych ciężarówkach. Mój rodzony brat widział na własne oczy takiego niemieckiego kierowcę, który sobie świetnie dawał radę za kierownicą. Ja również mógłbym wyjechać, gdy będę miał taką możliwość – mówi. Ważne jest dla niego również wyjaśnienie i rozwiązanie problemów z ZUS jak również spłacenie kredytu hipotecznego, aby zostawić coś po sobie dzieciom. Chciałby też, aby żona znalazła pracę. Potrzebuje również pieniędzy na leczenie i dojazdy do lekarza. – Zwracam się do Państwa z wielką i uprzejmą prośbą o pomoc w tym trudnym dla mnie czasie – mówi pan Andrzej.

 

 

Posłuchaj historii Andrzeja Szwalikowskiego. Audycja z 8 stycznia 2016 roku.

 

Pan Andrzej Szwalikowski posiada utworzone subkonto w naszej organizacji, na które można przekazywać 1% podatku oraz inne darowizny.

 

Wpłat prosimy dokonywać na konto:

BS Siedlce 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010 

z dopiskiem „34319 - Szwalikowski Andrzej”.

 

Wróć