Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Anny i Macieja Sachanowiczów

2017-06-01 12:12

Państwo Anna i Maciej Sachanowiczowie mają trójkę dzieci: Oliwiera (11 lat, jest uczniem 4 klasy), Kacperka (3 lata skończy w lipcu 2017r.) i Antka (1 rok, urodził się 28 maja 2016r.). Mieszkają na wsi w Rogóźcu (województwo mazowieckie, gmina Mordy). W ich życiu pojawiła się tragedia – spłonął im ukochany dom.

 

- Nasze życie przed pożarem wyglądało dosyć normalnie. Można nawet stwierdzić, że to była taka wiejska sielanka. Żona zajmowała się domem i trójką synów. Była na zwolnieniu lekarskim, a ja pracowałem na etacie w pobliskim zakładzie wylęgu drobiu. W tygodniu robiłem zawsze coś w domu. To był bardzo intensywny okres, gdyż kończyliśmy dwie sypialnie na górze, w których miałem mieszkać z żoną, a w drugiej małej - nasz najmłodszy syn. Chcieliśmy, by Antek był blisko nas, gdyż noworodki często budzą się w nocy i trzeba do nich wstawać. Zaletą sypialni na górze było to, że kiedy Antek w dzień spał, starsi synowie bawiąc się na piętrze nie budzili go. Górna kondygnacja była gotowa do zamieszkania w maju 2016 roku. Na dole mieszkali Oliwier i Kacper. Poza tym ulokowana była tam kuchnia, łazienka, duży salon z kominkiem. Wiedliśmy raczej spokojne życie na wsi. Znaleźliśmy tam ciszę i spokój, a w letnie weekendy zawsze gdzieś wyjeżdżaliśmy (nad jezioro lub nad Bug). Koniec roku 2016 był chyba najlepszym okresem w naszym życiu -  21 grudnia nasz najmłodszy synek miał Chrzest św., a Święta Bożego Narodzenia miały dla nas szczególne znaczenie.

 

Pożar

 

Na początku roku, 7 stycznia po godzinie 19:00, małżonkowie zauważyli w górnej sypialni gęsty czarny dym. Pani Anna kąpała swoich synów przed snem. Początkowo nie było widać ognia, dopóki nie przetrawił drewnianej ściany sypialni. Kiedy jednak przedostał się do tego pomieszczenia, pan Maciej uświadomił sobie rozmiar zagrożenia ich życia i dobytku. Nie był w stanie samodzielnie ugasić pożaru, ale był na tyle przytomny, żeby ratować rodzinę – kazał żonie ubierać chłopców i przetransportować ich, z pomocą kolegi, pozawijanych w kołdry i koce pod dom, do auta, w którym włączył silnik, żeby dzieci nie ucierpiały z powodu panującego na zewnątrz siarczystego mrozu (była to najchłodniejsza noc podczas tej zimy – 24 stopnie Celsjusza poniżej zera). Sachanowiczowie wezwali wtedy straż pożarną. Jako pierwsi do gaszeni przybyli sąsiedzi – Ochotniczy Strażacy z Rogóźca. Pan Maciej podkreśla, że pracowali bohatersko sprzętem sprzed 50 lat w 24-stopniowym mrozie bez rękawiczek, co przypłacili odmrożeniami, które leczyli potem kilka tygodni. Ich ręce kleiły się do zamarzniętego hydrantu. Sprawnie przeprowadzona akcja pozwoliła na opanowanie pożaru, aż do przyjazdu zawodowej Straży Pożarnej. Ogień strawił tylko górne sypialnie i konstrukcję dachu, jednak powoli przedostawał się już drewnianymi schodami na niższą kondygnację. Wezwana ekipa dokończyła gaszenie – wykorzystano do tego celu 4 jednostki wody. Jak wyglądały kolejne godziny po pożarze? Większość szyb w oknach popękała na początku, a po akcji gaśniczej, z powodu mrozu, popękały rury i kaloryfery centralnego ogrzewania. W niedzielę 8 stycznia koło godziny 2:00 mróz rozerwał piec gazowy, co spowodowało, że ten spadł z haczyków na ścianie, do których był zamontowany. W skutek tego pojawił się ogień wtórny i trzeba było zdemontować wszystko, co wcześniej stanowiło sypialnię i zabezpieczyć to, by ogień nie spalił kolejnej powierzchni domu.  – W sumie nasza praca z dwóch ostatnich lat w godzinę została zniszczona i nie pozostał po niej ślad. Cały parter domu został zlany płynem zapobiegającym zapłonowi, a przez to wszystko co miało strukturę chłonną było do wyrzucenia, gdyż płyn z większości rzeczy był niezmywalny, a z polanych ubrań nie schodził nawet po trzech praniach – opowiada Maciej Sachanowicz. W skutek pożaru, z całego domu, została tylko łazienka na parterze, udało się odzyskać część kuchni (choć była bardzo zniszczona). Wszystkie płyty gipsowo-kartonowe na dole oraz podłogi trzeba było zdemontować (były nasiąknięte wodą i intensywnym zapachem spalenizny, których nie dało się usunąć i wysuszyć).

 

Życie po tragedii

 

Pani Anna po pożarze była przez krótki czas u znajomych, później u obu swoich sióstr. O tym, że Caritas Diecezji Siedleckiej pomaga także pogorzelcom, dowiedziała się właśnie od jednej z nich. Pan Maciej przebywał na zgliszczach, zabezpieczając to, co zostało i robiąc porządek, a także zmagając się z procedurą prawną w tego typu sytuacjach. Jak sam mówi, Mordy to mała gmina i raczej nie przygotowana jest na takie zdarzenia. - Co prawda posiadają lokale socjalne, to jest plus. Niestety my z domu nie zabraliśmy prawie nic z rzeczy materialnych - kilka koców, ubrań, mleko i butelki do niego dla dzieci. A nas zaprowadzono do lokalu gdzie były puste ściany. Co tam robić, jak tam żyć? – stwierdza M. Sachanowicz. I dodaje: Wszystko ciągnęło się w nieskończoność, a najsprawniej i najszybciej działali nasi sąsiedzi i ludzie dobrej woli. Już dzień po pożarze, przyjechał znajomy budowlaniec, który ocenił zniszczenia, ale te nie dawały żadnych złudzeń. Większość z konstrukcji dachu była na tyle nadpalona, że łącznie z poszyciem dachowym, nadaje się do wymiany. Nie było mowy o tym, by sypialnie na górze były odbudowane. Pani architekt poradziła im rozbudowę domu w poziomie, ale to dość kosztowne rozwiązanie, gdyż od nowa trzeba wyrabiać wszystkie dokumenty na budowę, łącznie z planem domu. Innego wyboru jednak nie ma - rodzina straciła ponad 30 m2 mieszkania,  to 1/3 całości domu. Przy 5-osobowej rodzinie to dość sporo. Sachanowiczowie ostatecznie wrócili do swojego domu, który częściowo już wyremontowali. Korzystanie z lokalu socjalnego po pierwsze dzieliło rodzinę, a  po drugie stanowiło zbędny wydatek, na który ich nie było stać.

 

Prośba o pomoc

 

Mimo tego, że pan Maciej pracuje, niestety nie posiada środków na odbudowę domu, dlatego zwrócił się o pomoc do Caritas Diecezji Siedleckiej. Dom nie był też ubezpieczony. - Prosiłbym o wsparcie, żeby odbudować dom i  stanąć na nogi, by zacząć żyć tak, jak żyliśmy wcześniej. Osobom w podobnej sytuacji doradzałbym, aby byli dobrej nadziei, bo ona dużo pomaga i uczy. Jak się ma nadzieję, to jest sens by żyć i działać.

 

Caritas Diecezji Siedleckiej otworzyła specjalne subkonto, na którym zbierane są środki na odbudowę domu Anny i Macieja Sachanowiczów po pożarze. Każdy, kto zechce wesprzeć Państwa Sachanowiczów, może przekazać 1% podatku (nr KRS 0000223111 z poniższym dopiskiem) lub wpłacić pieniądze na konto:

 

Caritas Diecezji Siedleckiej Bank Spółdzielczy O/ Siedlce PL 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

 

z dopiskiem: " 38119 – Sachanowicz Anna i Maciej - Pogorzelcy"

 

 

 

***

Pomoc dla Anny i Macieja Sachanowiczów

2017-06-14

Pomoc dla Anny i Macieja Sachanowiczów

Zdjęcia: Archiwum prywatne Anny i Macieja Sachanowiczów

001
002
003
004
005
006
   

 

***

Posłuchaj audycji Krzysztof Kusza oraz Anny i Macieja Sachanowicz. Audycja z dnia 2 czerwca 2017 r.

Wróć