Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Beaty Kołodziejczuk

2016-02-26 09:57

Pani Beata walczy z glejakiem wielopostaciowym - najbardziej złośliwym i najtrudniejszym do wyleczenia nowotworze o najgorszym rokowaniu. Pomóżmy!

 

Pani Beata Kołodziejczyk ma 49 lat (urodziła się w czerwcu 1967 roku w Warszawie). Obecnie mieszka w Międzyrzecu Podlaskim. Jej choroba zaczęła się 11 maja 2015 roku, kiedy to trafiła z silnym bólem głowy do Wojewódzkiego Szpitala w Białej Podlaskiej.

 

Najgorszy dzień w życiu

 

Jeszcze wtedy nic nie wskazywało, że jest to choroba nowotworowa. Niestety, po wykonaniu rezonansu magnetycznego okazało się, że w głowie znajduje się 5 cm guz, który uciska płat czołowy. 17 maja została przewieziona do szpitala klinicznego MSW w Warszawie, a następnie 21 maja przeszła operację usunięcia masy guzowej. Podczas operacji pobrano próbkę do badania histopatologicznego. Guz okazał się złośliwy (glioblastoma multiforme WHO IV ) - Dzień odebrania wyniku zapisał się w naszych głowach jako najgorszy w życiu. Potwierdziły się przypuszczenia lekarzy, że jest to glejak wielopostaciowy - najbardziej złośliwy i najtrudniejszy do wyleczenia nowotwór o najgorszym rokowaniu. Średni czas przeżycia chorych to około 1,5 roku od wykrycia – mówi Grzegorz Kołodziejczuk, syn chorej. Choroba objawia się silnymi bólami głowy, wymiotami, zaburzeniami pamięci, a także zmianami nastrojów.

 

Gwarancja wyleczenia nie istnieje

 

Na chwilę obecną nie ma żadnych leków gwarantujących wyleczenie. Są jedynie terapie eksperymentalne nie dające żadnych znaczących rezultatów. Dalsze leczenie pani Beaty prowadzone było w COI w Warszawie. Naświetlanie i jednoczesna chemioterapia zatrzymała chwilowo rozrost guza. W lutym bieżącego roku zakończyła się monoterapia Temodalem. Oficjalne leczenie dobiegło końca, ze względu na brak innych metod. Glejak wielopostaciowy cechuje się szybkim nawrotem choroby i rodzina zdaje sobie sprawę z tego, że niebawem może znowu odrosnąć. Podjęli również leczenie niekonwencjonalne, które finansują z własnej kieszeni, bo - jak mówią - najgorzej jest bezczynnie czekać. Chora przyjmuje olejki CBD, kurkuminę oraz boswellię. Do tego dochodzą  suplementy oraz dieta, która ma na celu poprawić parametry krwi po chemioterapii. Starają się zakwalifikować do badań klinicznych, aby mieć możliwość podjęcia jakiejkolwiek walki z chorobą przy pomocy nowych, nietestowanych jeszcze leków. Czas gra na ich niekorzyść, ponieważ głównymi kryteriami przyjęcia na badania jest: ogólny stan zdrowia oraz zdolność finansowa na pokrycie kosztów leków oraz dojazdów i pobytów w placówce. Na domiar złego na chwilę obecną w Polsce nie ma żadnych badań klinicznych na ten typ guza. 7 lutego br. pani Beata przyjęła ostatni cykl chemioterapii i przestała być objęta leczeniem, ponieważ wg NFZ jest to koniec leczenia i nie mają już nic do zaoferowania. Biorąc pod uwagę fakt, że guz potrafi odrosnąć i uśmiercić w ciągu 3 tygodni, czasu jest mało.

 

Nieoceniona pomoc

 

Pani Beata nie może zostawać sama bez opieki, gdyż jest duże prawdopodobieństwo zawrotów głowy, zasłabnięcia oraz padaczki. Najbliższa rodzina stara się dzielić nad nią opiekę. Ustalili plan opieki w taki sposób, aby każdy miał też czas na załatwienie swoich spraw, a kobieta nie zostawała sama. W znacznym stopniu pomocą służą również jej przyjaciółki, które bardzo przejęły się chorobą. Sytuacja jest trudna dla dzieci pani Beaty. Syn chorej swój czas poświęca na opiekę nad mamą, a poza tym prowadzi akcję zbierania środków finansowych. Pomaga w odrabianiu lekcji swojej młodszej siostrze, która kończy w tym roku gimnazjum. Ich tata ma problem z alkoholem, który nasilił się po usłyszanej diagnozie pani Beaty. U ich dziadka, miesiąc po operacji kobiety, lekarze również wykryli raka. W czerwcu został wycięty u niego guz, a wynik histopatologiczny potwierdził czerniaka złośliwego (WHO IV). Opieka nad dziadkiem również spadła pana Grzegorza, ponieważ nikt z niewielkiej rodziny nie był w stanie się nim zająć. 3 grudnia 2015 przeszedł  zabieg usuwania wznowy. - Jest mi naprawdę ciężko pogodzić się z tym, że - poza własnym wkładem pracy - nie mogę im pomóc. Zostaje mi tylko liczyć na szczęście lub wygrać w Lotto. Stypendium, które otrzymuję pozwala utrzymać mi jedynie pokój, który wynajmuję i zapłacić za rachunki. Chciałbym możliwie szybko ukończyć swoją pracę inżynierską i przystąpić do obrony – mówi G. Kołodziejczuk.

 

Przeszłość i marzenia

 

- Mamie trudno się pogodzić z tym, że nie może chodzić do pracy, z którą tak bardzo się zżyła. Sumiennie wykonywała swoje obowiązki i miała dobry kontakt z innymi pracownikami – mówi syn pani Kołodziejczuk. Z wykształcenia jest położną. Obecnie pracuje w administracji ZOZ w Międzyrzecu Podlaskim. Oprócz tego, pracowała jako położna środowiskowa. Dodatkowo prowadziła szkołę rodzenia, która cieszyła się dużym zainteresowaniem. - Była to dla mnie odskocznia od problemów, a jednocześnie czas realizacji swoich wewnętrznych celów wobec drugiego człowieka – mówi pani Beata. Jak każda mama, znajdowała w tym wszystkim czas na opiekę nad domem i dziećmi. Nigdy nie odmówiła pomocy również swoim znajomym, nawet kosztem swojego wolnego czasu, którego miała bardzo mało. W bardzo szybkim tempie jej życia, nigdy nie mówiła o swoich problemach. Marzeniem pani Beaty jest to, aby jej dzieci skończyły szkoły, zdobyły dobrą prace i ułożyły sobie życie, lepiej niż ona sama. Chciałaby również rozwijać swoje pasje związane z położnictwem i otworzyć swoją własną szkołę rodzenia. W wolnym czasie lubi: czytać książki, spotykać się ze znajomymi oraz jeździć na rowerze. Niestety, od czasu choroby, jej rower rdzewieje na strychu. Pani Kołodziejczuk jest ogólnie zadowolona z opieki medycznej, ale jak każda chora osoba spotkała się z dużymi kolejkami do lekarzy oraz masą uciążliwej biurokracji. W walce o zdrowie wspiera ją najbliższa rodzina: syn, córka oraz mama, jak również dużo przyjaciół i znajomych. Zawiodła się jednak na wielu osobach, które tak bardzo lubiła i liczyła na ich pomoc. Mimo to, nie traci wiary w wyleczenie swojej choroby i ma nadzieje, na lepszą przyszłość. Do tego, niestety, potrzebne będą środki finansowe, które znacznie przewyższają możliwości całej jej rodziny. Głównym celem jest zebranie pieniędzy na terapię NanoTherm, która pozwala niszczyć nowopowstałe komórki nowotworowe przy pomocy nanocząsteczek metalu. Dodatkowo Kołodziejczukowie szukają leków molekularnie celowanych dostępnych w fazie badań klinicznych. Koszty leków oraz dojazdów do klinik też są problemem, ze względu na obce waluty. Automatycznie koszty wzrastają 3 a nawet 4- krotnie w zależności od waluty. - Mamy nadzieję, że uda się uzbierać pieniądze na podjęcie jakiejkolwiek walki, mimo tak małej ilości czasu – mówi pan G. Kołodziejczyk.

 

Caritas Diecezji Siedleckiej otworzyła specjalne subkonto, na którym zbierane są środki na leczenie Beaty Kołodziejczuk. Każdy, kto zechce wesprzeć Beatę Kołodziejczuk, może wpłacić pieniądze na konto:

 

Caritas Diecezji Siedleckiej Bank Spółdzielczy O/ Siedlce PL 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

 z dopiskiem: "35019-Kołodziejczuk Beata"

 

 

Wróć