Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Jadwigi Koć

2014-12-08 13:43

 

 

Pani Jadwiga ma przewlekłą chorobę nerek w stadium 3, nefropatię cukrzycową, nadciśnienie tętnicze, zespół stopy cukrzycowej. Chora leczy się insuliną 4 razy dziennie, choroba postępuje na oczy, nogi i nerki. 13 września 2014r. pani Jadwiga dostała udaru.

 

Pani Jadwiga posiada utworzone subkonto w naszej organizacji, na które można przekazywać 1% podatku oraz inne darowizny. Wpłat prosimy dokonywać na konto:

BS Siedlce 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010 

z dopiskiem „29117 - Koć Jadwiga”.

 

ARTYKUŁ Z ECHA KATOLICKIEGO

 

Prośba o wsparcie w leczeniu!

 

Pani Jadwiga od prawie 30 lat choruje na cukrzycę. W ubiegłym roku przeszła też udar. Koszty leczenia znacznie przekraczają możliwości finansowe kobiety. Stąd apel o wsparcie!

 

Kiedy o umówionej godzinie stawiam się w mieszkaniu pani Jadwigi, na dzień dobry przeprasza mnie, że zastałam ją przy posiłku. Powód? Nagły spadek poziomu cukru we krwi. - Raz jest spadek, a raz skok. Insulinę przyjmuję cztery razy dziennie. Leczyłam się i w Siedlcach, i Warszawie. Lekarze bezradnie rozkładają ręce… - wyznaje.

 

Trudna diagnoza

Kobieta ma 56 lat. Na cukrzycę choruje - co podkreśla - od 27 roku życia. Jest matką samotnie wychowującą trzech synów. - Dwaj starsi już się usamodzielnili. Mieszkają w Siedlcach, więc w razie konieczności są na miejscu. Nigdy nie odmawiają mi pomocy - zaznacza. Pani Jadwiga zajmuje dwupokojowe mieszkanie wraz z najmłodszym synem - uczniem szkoły ponadgimnazjalnej. - Jak go urodziłam, miałam 40 lat. Dziś jest dla mnie wielkim oparciem - potwierdza.

Zanim opowie o diagnozie, która na zawsze odmieniła jej życie, musi ponownie zmierzyć cukier. - Boję się, że spadnie do zera. Już raz zdarzyło mi się stracić z tego powodu przytomność w autobusie. Od tego czasu staram się nie oddalać zbyt daleko od domu. Zawsze też muszę mieć przy sobie coś słodkiego. No, niech pani spojrzy - jest 58 mg/dl. Powinno być 120 - odpowiada, gdy pytam o bezpieczny poziom. - Zaraz usta drętwieją i język. Jak jest niski, muszę szybko zjeść coś słodkiego. Jak za wysoki - biorę insulinę. A cukier mierzę nawet siedem, osiem razy dziennie - akcentuje.

 

Koszty leczenia

Życia z cukrzycą pani Jadwiga uczy się od 29 lat. - Objawy? Strasznie chudłam, mimo że jadłam za troje. Ważyłam zaledwie 47 kg. Ludzie podejrzewali nawet, że mam raka. Sama skóra i kości - zaznacza. Kolejny symptom to pragnienie. - Mogłam wypić naraz garnek kompotu i było mi mało…

Przeprowadzone z polecenia pani doktor badanie poziomu cukru we krwi wykazało ponad 300 mg/dl. - Przez rok byłam na tabletkach, skutkiem jest niedziałająca dziś trzustka. Bałam się przyjmować insulinę, choć lekarze ostrzegali mnie, że jak nie zacznę, przede mną co najwyżej miesiąc życia. Dawniej były strzykawki, dziś są peny z cienkimi igłami. Koszt paczki to około 60 zł, a jedno opakowanie starcza na miesiąc - precyzuje. - I tak rano biorę dziesięć jednostek, w południe osiem, a wieczorem sześć. „Lantus” dopiero teraz jest refundowany. Miesięcznie na leki wydaję 450 zł. Choruję na retinopatię (proces chorobowy dotyczący siatkówki oka - przyp.), jestem po udarze, a teraz mam dodatkowy kłopot: niewydolność nerek. Martwa nerka to też skutek cukrzycy! - podkreśla z uwagą, iż w konsekwencji grożą jej, czego bardzo się obawia, dializy.

 

Liczne powikłania

Liczne problemy ze zdrowiem pani Jadwigi wymuszają regularne wizyty w przychodniach lekarskich. - Nie stać mnie na prywatne konsultacje - sygnalizuje. - I tak do rodzinnego muszę chodzić raz w miesiącu, do diabetologa co trzy miesiące, nefrologa co dwa. Okulisty raz na pół roku, a po udarze doszły jeszcze wizyty u neurologa - dodaje.

Cukrzyca i powikłania jej towarzyszące skutkują też leczeniem szpitalnym. - Leżałam i w Siedlcach, i w Warszawie. Kiedy zachorowałam na zespół stopy cukrzycowej, na oddziale spędziłam aż miesiąc - wspomina, przywołując wstępną diagnozę sugerującą amputację nogi. - Na szczęście pani doktor dała mi namiary na dobrego specjalistę w Warszawie i udało się ją uratować. Miałam dziurę na palcu. Kości są łamliwe, palec zachodzi na palec Cały czas muszę nosić skarpetki. Wystarczy mały kamyk, który dostanie się do środka, i już problem…

 

Skutki udaru

Cieniem na życie i funkcjonowanie pani Jadwigi położył się udar, jaki kobieta przeszła we wrześniu ubiegłego roku. - Weszłam do supersamu. Wybieraliśmy się akurat z synem i wnukiem na basen, a chciałam kupić cukierki, bo nigdzie się bez nich nie ruszam. Nagle wzięła mnie senność, zaczęłam strasznie ziewać. „Chyba tu usnę” – zażartowałam nawet. Wyszłam ze sklepu, tyle że już nie dałam rady wsiąść o własnych siłach do samochodu. Nie mogłam też mówić… Początkowo myślałam, że to wina spadku cukru, usiłowałam rozwinąć cukierek z papierka. Bez skutku. Syn chciał natychmiast zawieźć mnie do szpitala, ale odmówiłam. Myślałam, że jak położę się w domu, to przejdzie - wspomina pani Jadwiga. Dalej wyjaśnia, że kiedy po godzinie dzieci zadzwoniły z pytaniem, jak się czuje, przyznała się im, że idąc do łazienki, przewróciła się. - Przyjechała karetka, żeby zabrać mnie do szpitala, a ja cały czas broniłam się, pewna, że to cukrzyca. Ale kiedy lekarz kazał mi podpisać, że nie wyrażam zgody, nie mogłam utrzymać długopisu w ręce. Musieli mnie wyprowadzić, bo nie dałam rady zejść o własnych siłach. Natychmiast trafiłam na szpitalny oddział ratunkowy, zrobili mi tomografię, potem rezonans. Badania potwierdziły udar. Leżałam w szpitalu, potem przenieśli mnie na oddział rehabilitacyjny. Miałam niewładną prawą stronę ciała. Do dziś nie potrafię dobrze zgiąć prawej ręki, podpisuję się lewą. Mam też problemy z pamięcią, skupieniem uwagi… - opowiada.

 

Miłość i modlitwa

Pani Jadwiga jest na rencie od 20 lat. Zanim zachorowała, pracowała jako szwaczka. Przez pewien czas była też zatrudniona w szkole jako woźna. - Już nie mam zdrowia, by dbać o czystość tak jak dawniej. Tyle że syn bardzo mi pomaga: posprząta, umyje okna… - chwali, gdyby zwracam uwagę na porządek w mieszkaniu i… wprawną rękę do kwiatów! - Zawsze je lubiłam, ale teraz to już nie to, co dawniej… - porównuje. - Dziś pozostała mi miłość do synów i modlitwa. Zawsze mam przy sobie różaniec.

 

AGNIESZKA WARECKA

 

Apel o pomoc!

Pani Jadwiga cierpi na przewlekłą chorobę nerek w stadium 3, nefropatię cukrzycową, nadciśnienie tętnicze, zespół stopy cukrzycowej. Chora leczy się insuliną cztery razy dziennie, choroba rzutuje na oczy, nogi, nerki... Ponadto w ubiegłym roku przeszła udar. Z uwagi na koszty leczenia, które znacznie przewyższają możliwości finansowe, jakimi dysponuje chora, w Caritas Diecezji Siedleckiej powstało subkonto na jej rzecz. Wszyscy ludzie dobrej woli, którzy chcieliby wspomóc panią Jadwigę w jej walce z chorobą, proszeni są o dokonywanie wpłat - darowizn oraz przekazywanie 1% podatku na numer:

BS Siedlce 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

z dopiskiem „29117 - Koć Jadwiga”.

Wróć