Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Józefa Ciołka

2016-10-11 09:21

Pani Małgorzata jest żoną pana Józefa (31 lat). Mieszkają razem z 3-ką dzieci (13 lat, 8lat i 2,5 roku) w miejscowości o smutnej nazwie – Krzywda. Kobieta zgłosiła się do siedleckiej Caritas po wsparcie na leczenie i rehabilitację głowy rodziny oraz likwidację barier architektonicznych, aby niepełnosprawnemu mężowi ułatwić funkcjonowanie w mieszkaniu.

 

Początek problemów

 

Pewnego razu pana Józefa zaczął boleć brzuch. Miał wymioty i biegunkę, które powtarzały się przez dwa lata. W listopadzie 2015 roku małżeństwo pojechało z tym problemem do szpitala. Ból powtarzał się coraz częściej, a do tego doszedł ból prawej nogi. Stawała się zimna, drętwa do tego stopnia, że pan Józef nie mógł normalnie chodzić. Od tamtego czasu przebywał w różnych szpitalach i klinikach, gdzie tylko można było szukać pomocy. Niestety dokładnej diagnozy nie ma aż do dzisiejszego dnia, lekarze nie potrafią wyjaśnić dlaczego mężczyzna choruje (podejrzewają niedokrwienie w całym organizmie). Ostatecznie amputowali mu nogę, wycieli prawie całe jelito cienkie, zrobili sztuczny odbyt, a stan mimo to jest ciężki. Rodzinie Ciołków pomaga mama p. Józefa, mimo że jest już starszą schorowaną kobietą (rodzice p. Małgorzaty i ojciec p. Józefa nie żyją). Żona p. Józefa jeździ do niego do szpitala codziennie (ok. 80 km w jedną stronę), a w tym czasie teściowa pilnuje dzieci. Mężczyzna nie może sobie poradzić ze swoją trudną sytuacją – nie może darować sobie, że w przeciągu tygodnia stracił jelita, a co najgorsze – nogę. Cały czas płacze, obwinia wszystkich. Wymaga pomocy psychologa, o co zabiega p. Małgorzata. – W tym wieku stracić nogę, to nie jest jak włos, że odrośnie. On nie może pogodzić się, że na całe życie jest skazany na wózek inwalidzki. Całe życie pracował (jako rolnik i dorywczo), utrzymywał samodzielnie dom, a teraz nie wie, skąd weźmiemy pieniądze na życie – mówi kobieta. Jest szansa, że chory będzie mógł chodzić o protezie, ale nie jest określone, kiedy to nastąpi. Rodziny nie stać obecnie na protezę nogi. Nie wiadomo, jak będzie przebiegać dalsze życie P. Józefa, ponieważ – jak mówią lekarze – kiedy wyjdzie ze szpitala, może być dobrze przez tydzień, miesiąc, a potem znów do niego wróci. Tak może być już do końca życia.

 

Potrzebne wsparcie

 

Rodzina mieszka w domu, który jest w tragicznym stanie. Ma ponad 60 lat, został kupiony i przeniesiony z innego miejsca. Cały jest spróchniały. Potrzebna jest łazienka, ocieplenie budynku, wykończenie go. P. Józef potrzebuje środków na wózek, leczenie, rehabilitację, wizyty u lekarzy (ortopedy, lekarza, który zajmuje się żywieniem). - Od amputacji nogi upłynął miesiąc. Mąż był w śpiączce ze względu na stan zagrożenia życia, wtedy też lekarze przeprowadzili amputację. Kiedy obudził się i zobaczył, że nie ma nogi, nie wiedział co się dzieje. Do dziś nie może sobie z tym dać rady. Lekarze mówią, że do końca życia nie będzie normalnie jadł, tylko korzystał w worka żywieniowego, który się jemu podłącza. Ja próbuję go pocieszać, ale jest okropnie załamany. Mam nadzieję, że psycholog mu pomoże, bo ja już sama nie mam sił. Świat przewrócił nam się momentalnie i to o 180 stopni. Teraz muszę pojechać do męża, w domu opiekować się dziećmi i myśleć, skąd wziąć pieniądze na to wszystko. Możemy liczyć na pomoc rodziny z męża strony, szczególnie jego bracia pomagają – mówi p. Małgorzata. Państwo Ciołek w domu mają tylko pokój i kuchnię ogrzewane piecem węglowym. Jest w nim wilgoć i pleśń. Zimą w kuchni zamarzała woda w kranie. Rodzina potrzebuje założyć centralne ogrzewanie, bo zimą tylko w kuchni da się przebywać, w pokoju jest zimno. Dużym wsparciem dla rodziców są ich dzieci. – Odkąd mąż trafił do szpitala wracałam do domu tylko z tą myślą, że są dzieci. Kiedy wchodziłam do środka, byłam już inna, dzieci mnie przytulały, wycałowały, mówiły: „Mamusiu będzie dobrze, pomożemy”. To są tylko dzieci, ale ich słowa dużo dla mnie znaczą. Mam z nich dużo pociechy, radości i wsparcia. Inaczej człowiek byłby nie do życia, bo to stało się tak momentalnie – mówi p. Małgorzata. I dodaje: - Moim marzeniem jest, abyśmy byli zdrowi. Żeby mąż wyszedł z tego i choroba już nie postępowała. Lekarze powiedzieli, że różnie może być. Modlę się o zdrowie, a reszta jakoś się poukłada. Proszę różnych ludzi o pomoc i jakoś robimy tę łazienkę, której nam brakuje. Obecnie utrzymujemy się z zasiłku rodzinnego, zasiłku z „opieki” i renty męża z KRUS. Pomagają nam ludzie o dobrej woli. – Proszę o pomoc. Za każdy gest dobroci będę bardzo wdzięczna i będę się modlić za wszystkich ludzi, o zdrowie dla nich. Prosiłabym też o modlitwę za mojego męża, żeby nic już się nie pogorszyło. Jak ktoś powie dobre słowo, to jest człowiekowi inaczej, lżej. Jestem za to bardzo wdzięczna – kończy p.Małgorzata.

 

Józef Ciołek posiada utworzone subkonto w naszej organizacji, na które można przekazywać 1% podatku oraz inne darowizny.

 

Wpłat prosimy dokonywać na konto: BS Siedlce 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

 

z dopiskiem „36313 – Ciołek Józef”.

 

***

Posłuchaj historii Józefa Ciołka i Marcina Tomaszka. Audycja z dnia 13 października 2016 roku.

Wróć