Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Kamila Kalisza

2017-06-19 13:33

Pan Kamil Kalisz (30 lat), mieszkaniec Wytyczna (województwo lubelskie, powiat włodawski), bardzo ucierpiał podczas wypadku przy pracy – spadło na niego drzewo. Teraz walczy o zdrowie i bardzo potrzebuje naszej pomocy.

 

Piękne plany

 

Pan Kamil przez długi okres przygotowywał się do pójścia do zakonu Franciszkanów. Jeździł tam kilkakrotnie i tak wyglądało jego życie pod koniec lutego 2014 roku. Miał iść na pielgrzymkę do Częstochowy z zakonnikami i wstąpić po powrocie do klasztoru. Zamiar przerwał jednak wypadek.

 

Nieszczęśliwy wypadek

 

Wydarzył się 12 marca 2014 roku w Dubicy koło Wisznic. Pan Kamil pracował przy rębaku, kiedy spadło na niego drzewo, które ściął właśnie inny 23-letni chłopak. To bardzo przykre, bo można było tej tragedii uniknąć – wcześniej przekazano informację, by nie ścinać tego konkretnego drzewa, bo jest zagrożeniem dla ludzi, ale sprawca tego nie posłuchał. – Zanim przyjechało pogotowie, pierwszej pomocy udzielał mój brat – mówi Jolanta Kalisz, matka poszkodowanego. Wypadek zdarzył się w trzecim dniu pracy Pana Kamila, a jego skutkiem była załamana czaszka łącznie z oczodołami i nosem, aż do zębów. Mężczyzna został przewieziony do Szpitala w Białej Podlaskiej – tam od razu miał wykonaną operację, ponieważ pojawiły się dwa krwiaki, trzeci zaś ujawniony został po operacji. Pan Kamil był utrzymywany przy życiu. Jak mówi jego mama, był pod bardzo dobrą opieką. Po wielkich staraniach trafił do Kliniki MSWiA w Warszawie na rekonstrukcję czaszki wraz z pobraniem kości udowej na opaskę czaszki. Po tej operacji (7 maja 2015r.) zostały odsłonięte oczy oraz zmieniono kształt czaszki. W szpitalach Pan Kamil przebywał w okresie 12 marca 2014r. – 25 września 2014r. Oprócz szpitali w Białej Podlaskiej i Warszawie, był również w Lublinie.

 

Ogromna strata i wielkie potrzeby

 

Na skutek urazu mózgowo-czaszkowego Pan Kamil doznał:

- porażenia czterokończynowego,

- stracił całkowicie wzrok w lewym oku, na prawe oko widzi w stopniu minimalnym,

- stracił węch,

- utracił pamięć,

- długotrwałym leżeniem został uszkodzony pęcherz moczowy,

- ma arytmię serca,

- ma pourazową epilepsję (padaczkę) i bardzo częste bóle głowy.

 

Pan Kamil wcześniej i obecnie najbardziej potrzebuje rehabilitacji ruchowej i psychologicznej, a do tego sporej dawki leków takich jak: od spastyczności, arytmii serca, do ukrwienia nerwów, na rozszerzenie pęcherza moczowego, od epilepsji i niektóre suplementy witamin. – Synowi jest ciężko oswoić się z obecną sytuacją, ponieważ znajomi i koledzy odsunęli się od niego z wyjątkiem jednej koleżanki – dzieli się Pani Jolanta. Bardzo ciężko jest mu zaakceptować to, co teraz przeżywa – przed wypadkiem był bardzo sprawnym i wesołym chłopakiem, dużo jeździł na rowerze, był majsterkowiczem. Z tytułu utraty wzroku, w dużym stopniu nie widzi wzgórka ani dołka, dlatego też często upada i nawet w tej chwili ma rozbite kolano. Nie ma możliwości zrobienia herbaty, bo nie widzi wody. Dlatego musi być ciągle z kimś drugim, który mu pomoże. Rokowania na przyszłość są bardzo marne, jak opowiada jego mama. Przybywają coraz to nowe powikłania, a za nimi konieczność pobierania kolejnych leków. – Jesteśmy rodziną niezamożną, mieszkamy w starym dworze razem z jeszcze dwiema rodzinami. Mieszkanie (54m2) to ma bardzo grube ściany, które powodują dużą wilgoć i grzyb. Walą się w nim sufity, ponieważ są zbudowane z trzciny, gliny i spróchniałych już desek. Mamy 2 pokoje, kuchnię i maleńką łazienkę – opowiada Pani Jolanta. Źródłem dochodu jest wynagrodzenie z pracy taty Pana Kamila (1500 zł), zasiłek poszkodowanego w wypadku (153 zł) i zasiłek Pani Jolanty z tytułu opieki nad synem (520 zł). Na co dzień rodzina kiepsko sobie radzi, ponieważ ani Pani Jolanta, ani Pan Kamil nie mogą pracować zawodowo. Są zadłużeni pożyczką z banku i u prywatnych osób. Nie mogli wziąć samodzielnie pożyczki z banku, ponieważ nie mieli zdolności kredytowej, dlatego wzięła go ich córka. Z  tych środków muszą się utrzymać: kupić jedzenie, pokryć opłaty, kupić synowi leki, opłacić wyjazdy do lekarzy, prywatne wizyty, dojazdy na rehabilitację, wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne. Zadłużenie powstało z powodu wyjazdów do syna do szpitali w Białej Podlaskiej (odległość ok. 100km w jedną stronę), do Warszawy i do Lublina. Trzeba było kupować samemu leki, pampersy i dużą ilość środków niezbędnych osobie leżącej. – Kiedy zabraliśmy go do domu, był zupełnie leżącą osobą bez większego kontaktu. Wynajmowałam prywatnie rehabilitanta, aby można było małymi krokami go usprawniać (sam nawet nie siedział). Zmuszona byłam wynajmować łóżko rehabilitacyjne i zakupić materac przeciwodleżynowy – dzieli się Jolanta Kalisz.

 

Wspólne wysiłki dla dobra poszkodowanego

 

Jak zaznacza Pani Jolanta, wielką pomocą jest dla nich babcia, która od czasu do czasu przekazuje niewielkie kwoty i, kiedy trzeba, pilnuje Pana Kamila (np. gdy kobieta dorabia zbierając jabłka i sprzedaje je na skupie, zrywa owoce czarnego bzu, wynajmuje się do pielenia ogrodów oraz innych prac). Pani Jolanta również nie jest okazem zdrowia – choruje na wysokie ciśnienie, jest alergikiem, ma astmę oraz boreliozę pokleszczową. W tym roku rodzina otrzymała częściowe dofinansowanie do wyjazdu nad morze z PFRON – Włodawa. Innej pomocy nie otrzymują. – W załatwianiu i pokonywaniu problemów związanych z wypadkiem syna jestem bardzo samotna. Moim największym powiernikiem jest moja poduszka i własne dłonie, które trzymają same siebie. Na początku nie byłam w stanie wychodzić do ludzi i rozmawiać o tak wielkim zdarzeniu, a czas nie do końca leczy wszystkie rany. Nie ma dnia, abym nie płakała. Moim pomocnikiem jest też córka, która wspiera mnie psychicznie – opowiada Jolanta Kalisz. I dodaje: - Syn przez ludzi jest odbierany z wyglądu raczej normalnie, choć wiele osób odsunęło się od niego, bo nie uczestniczy w codziennym życiu towarzyskim. Pani Jolanta zakupiła dla syna rower stacjonarny, piłkę gimnastyczną, piłeczki do ćwiczeń dłoni.

 

Każdy może pomóc

 

Pani Jolanta potrzebuje modlitwy od innych, aby mogła wytrwać psychicznie. Prosi też o wsparcie finansowe, za które zakupi leki dla syna, opłaci należytą rehabilitację, opiekę i dojazdy do specjalistów. Jeśli znajdą się pieniądze, chciałaby zrobić remont w mieszkaniu. Jej największym marzeniem jest powrót Pana Kamila do zdrowia.

 

Caritas Diecezji Siedleckiej otworzyła specjalne subkonto, na którym zbierane są środki na leczenie i rehabilitację Kamila Kalisza. Każdy, kto zechce wesprzeć Kamila Kalisza, może przekazać 1% podatku (nr KRS 0000223111 z poniższym dopiskiem) lub wpłacić pieniądze na konto:

 

 

Caritas Diecezji Siedleckiej Bank Spółdzielczy O/ Siedlce PL 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

 

 

z dopiskiem: " 37617 – Kalisz Kamil"

 

***

Posłuchaj audycji Mateusza Grzyba oraz Kamila Kalisza. Audycja z dnia 27 lipca 2017 r.

Wróć