Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Krzysztofa Kusza

2017-05-24 08:52

Krzysztof Kusz (37 lat) mieszka w Białej Podlaskiej z rodziną: żoną Renatą (42 lata), córką Wiktorią (7 lat) i synami żony z I małżeństwa: Patrykiem (21 lat), Rafałem (23) i Kamilem (24).

 

Diagnoza: nowotwór

 

W 2014 roku zdiagnozowano u niego nowotwór – chłoniaka Hodgkina, z którym mężczyzna dzielnie walczy. Choroba okazała się chemiooporna z bardzo nawracającym charakterem (wszystkie standardowe schematy chemioterapii są nieskuteczne). Jedyną nadzieją na dalsze życie jest lek, który nie jest refundowany – stąd prośba do Caritas Diecezji Siedleckiej o pomoc w zebraniu środków na jego zakup.

 

Z pracy - na rentę

 

Zanim zachorował, Pan Krzysztof pracował jako sprzedawca okien. Później przebywając zagranicą zajmował się wykańczaniem wnętrz, malowaniem, szpachlowaniem. – W trakcie jednego z urlopów, kiedy wróciłem z zagranicy do Polski, zaczęły się objawy choroby. Musiałem przerwać pracę i straciłem źródło dochodów. Obecnie jestem na rencie (+ dodatek pielęgnacyjny, w sumie ok. 1050 zł) – mówi K. Kusz. I dodaje: - Aktualnie dom jest na utrzymaniu żony, która pracuje. Renta wystarcza mi na dojazdy do lekarzy (do Warszawy) albo leki.  

 

Objawy choroby

 

Choroba zaczęła się swędzeniem skóry, utratą masy ciała. Pan Krzysztof myślał, że to od ciężkiej pracy fizycznej, szczególnie że dodatkowo pracował przy materiałach chemicznych (farby, lakiery, szpachle). Kiedy przyjechał na urlop, poszedł do dermatologa i rozpoczął leczenie. Żadne leki jednak nie skutkowały. Wtedy skierowano go do alergologa, który zalecił przyjrzeć się temu – zrobić badania: morfologię, rentgen (z tego względu, że zaczął się kaszel oporny na wszystkie antybiotyki). Okazało się, że mężczyzna ma bardzo wysokie OB i bardzo wysoki poziom krwinek białych. Okazało się, że wszystko wskazywało, że może to być nowotwór. Na rentgenie wykryto w śródpiersiu bardzo duże pakiety powiększonych węzłów chłonnych. Wtedy nie było już złudzeń – to był chłoniak. Pełną diagnozę zrobiono w Białymstoku. Pobrano wycinek węzłów chłonnych i stwierdzono chłoniaka Hodgkina w III stadium o podtypie stwardnienie guzkowe, dosyć nietypowe dla mężczyzny. Choroby nowotworowe dzielą się ze względu na swój rozwój i fazę, w jakiej są wykrywane, na różnego rodzaju stadia. Najlepiej jest dla pacjenta, jeśli choroba zostanie wykryta w I stadium, a najgorzej jeśli w IV stadium (co oznacza, że guzy pojawiają się już na kilku narządach). Im wcześniej się wykryje nowotwór, tym jest większa szansa na pokonanie go.   

 

Nigdy się nie poddawać

 

- Na początku było ciężko. Kiedy człowiek dowie się, że choruje na nowotwór, to to bardzo w niego uderza. Później, kiedy przyjmowałem chemię, myślałem, że ona skutkuje, bo choroba się cofała. Byłem pełen optymizmu, nauczyłem się żyć z nowotworem. Najważniejsze, żeby się nie położyć i nie leżeć, nie czekać nie wiadomo na co. Trzeba działać. Do tej pory sobie jakoś radziliśmy, szczególnie że wspiera mnie żona i dzieci. Teraz, mimo że przyjmowałem wiele leków (które sieją w organizmie spustoszenie), staram się nie poddawać i walczyć z chorobą – dzieli się Pan Krzysztof. Są dni lepsze i gorsze, jak sam mówi. Jego codzienne życie wygląda inaczej niż kiedyś –  wszystko zależy od tego, jak się czuje. Rano pomaga naszykować się córce do szkoły, robi zakupy, gotuje obiad. Kiedy jest gorzej, a bywają dni, że mężczyzna nie ma sił – wtedy leży, czyta coś czy szuka w Internecie (np. o nowych metodach walki z chorobą) lub pisze na forach z innymi chorymi ludźmi.

 

Potrzebne lekarstwo

 

W tej chwili wszystkie standardowe metody terapii są już nieskuteczne, ponieważ nowotwór bardzo szybko się na nie uodparnia. Mimo, że na początek, po kilku przyjęciach nowej chemii, jest remisja, to później następuje jeszcze szybsza progresja choroby i pokazują się guzy w nowych miejscach. Po konsultacjach z kilkoma onkologami i stosowaniu wcześniej leku będącego tylko w programie lekowym (ale udało się go zdobyć) okazuje się, że choroba jest tak chemiooporna, że zostaje tylko lek Nivolumab. Jest to rodzaj immunoterapii celowanej, która niszczy tylko komórki nowotworowe (w przeciwieństwie do standardowej chemii). Lek ma wysoką skuteczność, jednak w Polsce nie jest refundowany na takie schorzenie, jakie posiada Pan Krzysztof. Jedna dawka leku (dobieranej do jego masy ciała) kosztuje 25 tys. złotych. Miesięcznie trzeba przyjąć dwie takie dawki. Lekarze mówią,  że leczenie jest skuteczne i ma sens, kiedy przyjmuje się je minimum pół roku (kuracja kosztuje ok. 300-340 tys. złotych – podanie leku i pobyt w szpitalu).

 

Wsparcie na wagę złota   

 

- Pomagają mi rodzina i znajomi. Każdy, kto się dowiedział, wspiera, dzwoni. Starają się mnie odwiedzać, robią co mogą… Wiadomo, że głównie potrzebuję pieniążków na lek, ale ważna jest także rozmowa, bo wtedy nie spędzam tego dnia sam. Moim marzeniem jest, aby wyzdrowieć. Kiedyś grałem w piłkę nożną, studiowałem na AWF. Później, z powodu kontuzji kolana, zająłem się czymś innym - studiowaniem pedagogiki. Zawsze chciałem pracować z dziećmi. Lubiłem pływać na basenie. Teraz staram się jak najwięcej czasu spędzać z córką – opowiada Pan Krzysztof. I dodaje: - Chciałbym bardzo prosić - jeżeli to możliwe - o pomoc i od razu podziękować za wsparcie. Osobom chorym powiedziałbym, żeby się nie poddawały, żeby walczyły.

 

Caritas Diecezji Siedleckiej otworzyła specjalne subkonto, na którym zbierane są środki na leczenie i rehabilitację Krzysztofa Kusza. Każdy, kto zechce wesprzeć Krzysztofa Kusza, może przekazać 1% podatku (nr KRS 0000223111 z poniższym dopiskiem) lub wpłacić pieniądze na konto:

 

 

Caritas Diecezji Siedleckiej Bank Spółdzielczy O/ Siedlce PL 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

 

 

z dopiskiem: " 39819 – Kusz Krzysztof"

 

***

Posłuchaj audycji Krzysztof Kusza oraz Anny i Macieja Sachanowicz. Audycja z dnia 2 czerwca 2017 r.

Wróć