Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Julii Kołodziejczyk

2017-01-23 12:06

Pani Milena z mężem Markiem i trójką dzieci (córką i dwoma synami) mieszkają w Smolance. Kobieta miała 23 lata, a jej mąż 35, kiedy w ich drewnianym domu wybuchł pożar. Mieszkali wtedy w małym drewniaku z teściową i jej synem. Mieli wówczas dwójkę dzieci – synka Tomka (+2,5 lat) i córeczkę (4 miesiące). Pan Marek pracował przy gospodarstwie rolnym, a pani Milena zajmowała się dziećmi.

 

Pożar

 

16 grudnia 2012 roku rano ok. godz. 6:45 spłonął  im dom, a w nim zginął ich synek Tomek. W pożarze ucierpiała ich córeczka Julia. Zdołał ją - jako jedyną - uratować przed ogniem jej tata, który też został poparzony na plecach. Julia była w bardzo ciężkim stanie - lekarze nie dawali jej szans na przeżycie.  Miała  poparzenie 3 stopnia całego ciała i dróg oddechowych.

 

Uratowana Julia

 

Dziewczynka została przewieziona do Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. W pierwszej kolejności ratowano jej życie, ponieważ samodzielnie nie oddychała, miała poparzone drogi oddechowe i oddychała za pomocą respiratora. Później oczyszczano jej rany z twarzy i robiono przeszczepy, bo wdała się martwica. Robiono też przeszczep rączek, nóżek i brzuszka. Pierwsze przeszczepy na twarzy nie przyjęły się i były przeprowadzane ponownie. Później przeniesiono ją na oddział chirurgii i przebywała tam długi czas, ponieważ co drugi dzień zmieniano jej opatrunki. Przebywała na OIOM miesiąc, gdzie przeszła 4 operacje przeszczepowe. Następnie została przewieziona na chirurgię -  tam także miała robione przeszczepy i zmieniane opatrunki. Po miesiącu wróciła do domu. Córka Kołodziejczyków jest pod opieką rodziców i lekarzy z Warszawy. Ma blizny, które wymagają specjalnego traktowania – trzeba je smarować maściami, które są zamawiane w Warszawie i sprowadzane z zagranicy. Dwie fiolki maści kosztują 560 złotych i starczają na mniej niż dwa miesiące. Dzięki nim poparzenia stają się mniej widoczne. W kwietniu 2017 roku Julię czeka operacja ucha prawego i policzka, ponieważ są zniekształcone. Przed dzieckiem jeszcze inne operacje, ale dopiero gdy podrośnie.

 

Proszą o pomoc

 

Rodzina Kołodziejczyków, z pomocą ludzi dobrego serca, odbudowała dom, choć jeszcze nie do końca. Cieszą się, że mają gdzie mieszkać. Julia podrosła, ma już 4 lata, a pani Milena i pan Marek doczekali się dwóch synków - Kacperka (3 latka) i Krystianka (1rok).  - Bóg nam zabrał jednego synka, ale za to teraz nam dał dwóch – mówi pani Milena. Kołodziejczykowie nadal utrzymują się z gospodarstwa, a kiedy jest możliwość, to pan Marek pracuje dorywczo. Jego żona zajmuje się domem i dziećmi. Oboje proszą ludzi dobrej woli o wsparcie duchowe i finansowe dla Julii, dla której chcieliby zrobić pokój i sfinansować niezbędne operacje.  – Julia już i tak dużo przeszła w swoim dzieciństwie, a jeszcze tyle tego wszystkiego przed nią... – dzieli się mama dziewczynki. I dodaje: - Chcielibyśmy bardzo wszystkim podziękować za wsparcie.

 

Milena i Marek Kołodziejczykowie posiadają utworzone subkonto w naszej organizacji, na które można przekazywać 1% podatku oraz inne darowizny. Wpłat prosimy dokonywać na konto:

 

BS Siedlce 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

 

z dopiskiem „28417 – Kołodziejczyk Julia”.

 

 

***

Posłuchaj historii Kamila Janika oraz Mileny i Marka Kołodziejczyków.
Audycja z dnia 24 luty 2017 roku.

Wróć