Kto potrzebuje naszego wsparcia?

Pomoc dla Wiktorii Borkowskiej

2016-02-26 10:48

Wiktoria to malutka, 8-miesięczna dziewczynka. Choruje na padaczkę, ma niewładną nerkę i wytworzoną stomię, w jej głowie wykryto wodniaka. Rodzice dziecka nie poddają się, ale potrzebują finansowego wsparcia na konieczne leczenie córeczki.

 

Rodzina Borkowskich składa się z trzech osób: mamy - Karoliny, taty - Damiana i córeczki Wiktorii (urodziła się 8 lipca). Mieszkają w Mikłusach w województwie mazowieckim. Na co dzień pani Karolina zajmuje się dzieckiem, dlatego pozostaje w domu. Jej mąż pracuje jako kierowca w piekarni w Łukowie.

 

Ciężka choroba

 

Rodzina Borkowskich założyła subkonto, ponieważ ich córeczka ciężko choruje na padaczkę, niewładną nerkę oraz ma wytworzoną stomię. Słowo to pochodzi z języka greckiego i znaczy „otwór”. W znaczeniu medycznym stomia oznacza operacyjne (chirurgiczne) wytworzenie ujścia jelita lub dróg moczowych na powłokach brzusznych, ponieważ osoba cierpiąca nie posiada własnego odbytu. Podczas badania głowy wykryto u niej wodniaka. Ma zrosty na główce.

 

Założyli subkonto, ponieważ dziewczynka potrzebuje codziennej rehabilitacji, na którą jej rodziców nie stać. Wiktoria korzysta z rehabilitacji w Siedlcach dwukrotnie w tygodniu, ale to wciąż za mało. Przed urodzeniem dziecka Borkowscy wzięli różne pożyczki i kredyty, żeby stworzyć warunki mieszkalne dla swojej nowoutworzonej rodziny. – Myśleliśmy, że nasze dziecko urodzi się zdrowe. To jest nasze pierwsze dziecko. Stało się tak, a nie inaczej – jest chore – mówi pani Karolina.

 

W pierwszej dobie życia wykryto u niej padaczkę. Dało się dobrać leki, które zahamowały padaczkę, ale co dalej – jej rodzice nie wiedzą. Obecnie Wiktoria wygląda i rozwija się w miarę dobrze, choć sama nie potrafi jeszcze powiedzieć, jak się czuje. Ma częściowy niedowład z lewej strony ciała. – Zobaczymy co czas pokaże i co dalej będzie. Trzeba ją rehabilitować, bo w przeciwnym razie wszystko się pogarsza – mówi pan Damian. Godzina rehabilitacji w Siedlcach kosztuje 120 złotych. Trzeba rehabilitować jego córkę minimum trzy razy w tygodniu. W Instytucie Matki i Dziecka, gdzie była Wiktoria, miała dobre warunki do leczenia i pomocnych specjalistów. W Łosicach leczenie jest znacznie gorsze, ponieważ wizyty są przekładane i odwoływane. W Siedlcach rehabilitacja przebiega dobrze. Kiedy Wiktorię się posadzi, ona nie siedzi sama, bo nie ma do tego siły. W konsekwencji dziecko leci a to do przodu, a to na boki. W szpitalu powiedziano, że lekarze nie dają jej szansy przeżycia. Lekarz, który oglądał badanie EEG powiedział, że z tak złymi wynikami się jeszcze nigdy w swojej pracy nie zetknął. Wiktoria co 2-3 miesiące wożona jest na kontrolę do lekarzy na neurologię, gdzie ma ciągle robione badania. Oprócz tego ma wizyty cotygodniowe w szpitalu na chirurgii. Dziecko czeka jeszcze jedna operacja. Do tego pozostaje problem nerki torbielowatej, która może zostać usunięta. Wiktoria przez pierwsze dwa miesiące leżała w szpitalu. Leki (od padaczki), witaminy,  maści (jedna kosztuje ok. 50zł), preparaty do odrywania worków, do odkażania, waciki, dojazdy czy też worki stomijne rodzice finansują sami. Na te ostatnie rodzice złożyli wniosek o dofinansowanie, bo są to drogie rzeczy (jeden kosztuje ok 12 zł, starcza na dwa dni). Wiktoria nie może jeść tego co inne dzieci. Ma specjalistyczną dietę. Obecnie jest karmiona piersią oraz je kaszki (mleczne, wielozbożowe). Teraz, kiedy jest już starsza, może jeść jabłka, owoce cytrusowe, buraki, paprykę, kalafior, białe mięso, ryby, chleb, chude sery, chude mleko. Innych rzeczy jeść nie może (chrupek kukurydzianych, słodyczy, soków).

 

Rodzice dziękują

 

Rodzice Wiktorii są bardzo wdzięczni dziadkom dziecka za pomoc i zaangażowanie. Pomagają też obcy ludzie. – Bardzo jesteśmy wdzięczni takiej pani, którą poznałam na pediatrii. Nazywa się Iwona Grzyb. Pomaga nam, bo sami nie wiedzielibyśmy co robić – mówi pani Karolina. - Najbliżsi wspierają nas m.in. darowiznami czy ubrankami. Resztę rzeczy musimy zorganizować sami (leki, dojazdy) - dodaje.

 

Marzenia Borkowskich

 

- Moim marzeniem jest, żeby córka była zdrowa. Żeby wyzdrowiała, żeby to wszystko się skończyło – mówi pani Karolina. – Żeby córka była zdrowa, rozwijała się jak wszystkie inne dzieci i żeby wykończyć dom, aby rodzina miała dobre warunki mieszkalne – dodaje pan Damian. Rodzina mieszka w obecnym domu już ponad 3 lata. Nie mają dokończonego ogrzewania centralnego. Zamiast tego jest na razie koza, która ogrzewa pomieszczenia. Pan Damian wziął nawet kredyt na c.o.

 

Zagrożone zdrowie

 

Obecnie padaczka jest w miarę opanowana, ale jeżeli przestaną działać leki i dziewczynka zacznie dostawać ataków, to automatycznie trafi ona na dłuższy pobyt w szpitalu i będzie poddana dalszym badaniom. Trzeba będzie znów dobrać jej leki specjalistyczne, które są drogie. Nie wiadomo na jaki lek można natrafić, czy pomoże czy zaszkodzi. Wiktoria może będzie wtedy się dalej rozwijała, ale może też zatrzymać się lub cofnąć w rozwoju. Jest wiele przypadków, że leki przestają działać i to bardzo szkodzi na funkcjonowanie mózgu. Wtedy dziecko zostanie w takim rozwoju umysłowym w jakim jest.

 

Codzienne życie

 

- Wstajemy rano przed ósmą. Wtedy Wiktoria dostaje leki. Następnie przebieram dziecko. Potem je karmię. Staram się rehabilitować dziecko, tak jak umiem, w domu. Bawimy się. Jedziemy na rehabilitację. Jak jest potrzeba pojechać do pediatry, to jedziemy. Po powrocie bawię się z dzieckiem. Przyjeżdża mąż. Zbliża się wieczór. I znów córeczka dostaje leki. Kładziemy się spać. Jak trzeba jechać do Warszawy, to wstajemy skoro świt. Niedawno mieliśmy badania genetyczne. Rehabilitanci pokazali mi mniej więcej, jak mam robić ćwiczenia z dzieckiem i tak jak umiem, tak robię. Wiadomo, ona nie za bardzo chce ćwiczyć, bo te wszystkie przykurcze, to jest wszystko ściśnięte. Kiedy dziecko się ciągnie za rączki, za nóżki to ono płacze i rehabilituje się niechętnie. Pomimo to Wiktoria jest bardzo radosną, wesołą i uśmiechniętą dziewczynką. Jest taka komunikatywna. Jak ktoś ją zaczepia, to się śmieje. Chcielibyśmy mieć więcej dzieci, ale to okaże się po badaniach. Jak ma kolejne dziecko tak cierpieć, to lepiej żeby go nie było - mówi pani Karolina.

 

Prośba

 

- Proszę o pomoc wszystkich, kto chce i może, bo to niewiele kosztuje – jeden procent z podatku. Kto ma chęć i życzenie, prosimy bardzo o pomoc dla naszej córki, bo chcielibyśmy jej pomóc. Dziękujemy wszystkim tym, którzy nam pomogą. Jeżeli byłaby taka możliwość, można nam wesprzeć nas poprzez jakieś materiały budowlane - dodaje mama Wiktorii.

 

 

 

 

 

Caritas Diecezji Siedleckiej otworzyła specjalne subkonto, na którym zbierane są środki na leczenie i rehabilitację Wiktorii Borkowskiej. Każdy, kto zechce wesprzeć Wiktorię Borkowską, może wpłacić pieniądze na konto:

 

Caritas Diecezji Siedleckiej Bank Spółdzielczy O/ Siedlce PL 78 9194 0007 0027 9318 2000 0010

z dopiskiem: "34715 – Borkowska Wiktoria"

 

Posłuchaj historii Wiktorii Borkowskiej. Audycja z dnia 7 marca 2016 roku.

Wróć